kiedy
podmiot liryczny
mimo wszystkim i wbrew tobie
wybiegał od siebie lub usiłował
obok niego na wrotkach przemknęła
normalność w niej i w nim razem
a potem wracał z siebie w siebie
i w pomiędzach zawąchał ulęgające się grusznienia
z dawnego dawna
z siebie przed już czasowego
i zaczął pamiętać nagle słów godziny w przewodach
w kablach
w pozornych złączeniach
już nawet donikąd teraz niepłynące
nie płynące
