July 2, 2009
wiele już razy wcześniej
M oglądał na fotografiach z wycieczek w swoje ciało
własne zęby płuca nawet serce
dopiero jednak obraz kręgosłupa
przywołał M do porządku
po raz pierwszy pomyślał o sobie w kategoriach kości
zastanowiła go myśl
gdzie w rozdziale ciała i duszy
jest miejsce na paragraf kości
July 2, 2009
być sobą
być sobą
to chyba jednak sprawa odwagi wyboru
tylko wyboru
być sobą
to może nie odegrać swojej partytury
partytury możliwości
July 2, 2009
razem z M zamieszkało przeczucie
że już nie
że już nie będzie
że już się nie nauczy
że już nie zrobi
że już nie pojedzie
że już nie zdąży
że już
July 2, 2009
godziny kreskami się zmieniające
z boku na bok
a potem jeszcze na plecy
i tak po wiele razy
wietrzne koncerty wieczne
na wiatr
z wiatrem
dla wiatru
na urojonych wrzosowiskach
których pewno nie ma nie było nie będzie
zapominanie do zapomnienia
z boku na bok
a potem jeszcze na plecy
July 2, 2009
i to jest M
ten dziękujący starych izraelitów modlitwą pod prysznicem
ten biegnący wzdłuż jeziora w kraju nieswojego języka
ten czyniący rzeczy których się wstydzi i których nie jest pewny
ten odkładający wszystko co ważne na potem
którego najzwyklej może przecież nie być
ten myślący i mówiący rzeczy nieważne i małe
ten kątem oka spływający wciąż jeszcze
ale jak długo zanim
ten za skurczami sumienia człapiącego gdzieś
zwykle obok
ten nie mogący niczego ofiarować ani też wziąć
i to jest M
July 2, 2009
wczoraj dla odmiany było czekanie
tylko wielogodzinne
na kilka niedokradzionych
niebyć niedotknięć niepowiedzeń
niedomuśniętych niedosmakowań
powstrzymań niepowstrzymanie wstrzymywanych
trochę nieważnych zagadań zgadywanych
aby nie powiedzieć nie wygadać nie pokazać
nie
a potem odpływanie
najdosłowniej i głębiej i jeszcze inaczej
ale zawsze tak aby nie odpłynąć naprawdę i raz na nigdy
i tak jak lata temu na innym stawie oblodzonym
to samo niedojście niedotknięcie
uniknięcie w siebie i sobie
July 2, 2009
wielki dobry piątek
chęć oczyszczenia powiedzenia
więc mówię wszystko
może więcej jeszcze
żebyś został
żebyś odszedł
zostałeś
we mnie
obok
ze mną
July 2, 2009
w mieście do którego wracać nie muszę
z którego nigdy nie wyjechałem
z którego wiele razy wyjeżdżałem
do którego wracałem po wielekroć
w mieście którego istnienie jest
jak wartości hinduskiej logiki
jest i nie jest ani jest ani nie jest
w tym mieście jesteś ty
każąc mi żyć życiem bez siebie
czekać na niedospełnienie
każąc mi być jak wartości hinduskiej logiki
nie być i być ani nie być ani być
July 2, 2009
pozorne rozmowy
niewybuchły z rozpalenia skowyt
szukanie pretekstów wymówek wybiegów
aby być z tobą
w drutach pomiędzy
w ciągłym nigdy
w kończącym się zawsze
aby usłyszeć swoje imię
w międzysłowach międzymyślach
dane jak jałmużna
pilnowanie niewypowiedzenia tych kilku dźwięków
nieskierowania tych kilku skrzywień rąk
którym ty przeznaczyłeś inność
July 2, 2009
wczoraj
byłeś powietrzem ziemią
jeźdźcami apokalipsy
- wszystkimi
[czy tylko czterema?]
- bez których nie można niczego
wczoraj
twoje niebycie było głębsze niż rana
wczoraj
świat nie umiał trwać bez ciebie
dzień zaczynał się od
wypatrywania
wysłuchiwania się
wczoraj
dzisiaj bez ciebie było nie-do-pomyślenia
dzisiaj