wiele już razy wcześniej

wiele już razy wcześniej

M oglądał na fotografiach z wycieczek w swoje ciało

własne zęby płuca nawet serce

dopiero jednak obraz kręgosłupa

przywołał M do porządku

po raz pierwszy pomyślał o sobie w kategoriach kości

zastanowiła go myśl

gdzie w rozdziale ciała i duszy

jest miejsce na paragraf kości

być sobą

być sobą

być sobą

to chyba jednak sprawa odwagi wyboru

tylko wyboru

być sobą

to może nie odegrać swojej partytury

partytury możliwości

razem z M zamieszkało przeczucie

razem z M zamieszkało przeczucie

że już nie

że już nie będzie

że już się nie nauczy

że już nie zrobi

że już nie pojedzie

że już nie zdąży

że już

godziny kreskami się zmieniające

godziny kreskami się zmieniające

z boku na bok

a potem jeszcze na plecy

i tak po wiele razy

wietrzne koncerty wieczne

na wiatr

z wiatrem

dla wiatru

na urojonych wrzosowiskach

których pewno nie ma nie było nie będzie

zapominanie do zapomnienia

z boku na bok

a potem jeszcze na plecy

i to jest M

i to jest M

ten dziękujący starych izraelitów modlitwą pod prysznicem

ten biegnący wzdłuż jeziora w kraju nieswojego języka

ten czyniący rzeczy których się wstydzi i których nie jest pewny

ten odkładający wszystko co ważne na potem

którego najzwyklej może przecież nie być

ten myślący i mówiący rzeczy nieważne i małe

ten kątem oka spływający wciąż jeszcze

ale jak długo zanim

ten za skurczami sumienia człapiącego gdzieś

zwykle obok

ten nie mogący niczego ofiarować ani też wziąć

i to jest M

wczoraj dla odmiany było czekanie

wczoraj dla odmiany było czekanie

tylko wielogodzinne

na kilka niedokradzionych

niebyć niedotknięć niepowiedzeń

niedomuśniętych niedosmakowań

powstrzymań niepowstrzymanie wstrzymywanych

trochę nieważnych zagadań zgadywanych

aby nie powiedzieć nie wygadać nie pokazać

nie

a potem odpływanie

najdosłowniej i głębiej i jeszcze inaczej

ale zawsze tak aby nie odpłynąć naprawdę i raz na nigdy

i tak jak lata temu na innym stawie oblodzonym

to samo niedojście niedotknięcie

uniknięcie w siebie i sobie

wielki dobry piątek

wielki dobry piątek

chęć oczyszczenia powiedzenia

więc mówię wszystko

może więcej jeszcze

żebyś został

żebyś odszedł

zostałeś

we mnie

obok

ze mną

w mieście do którego wracać nie muszę

w mieście do którego wracać nie muszę

z którego nigdy nie wyjechałem

z którego wiele razy wyjeżdżałem

do którego wracałem po wielekroć

w mieście którego istnienie jest

jak wartości hinduskiej logiki

jest i nie jest ani jest ani nie jest

w tym mieście jesteś ty

każąc mi żyć życiem bez siebie

czekać na niedospełnienie

każąc mi być jak wartości hinduskiej logiki

nie być i być ani nie być ani być

pozorne rozmowy

pozorne rozmowy

niewybuchły z rozpalenia skowyt

szukanie pretekstów wymówek wybiegów

aby być z tobą

w drutach pomiędzy

w ciągłym nigdy

w kończącym się zawsze

aby usłyszeć swoje imię

w międzysłowach międzymyślach

dane jak jałmużna

pilnowanie niewypowiedzenia tych kilku dźwięków

nieskierowania tych kilku skrzywień rąk

którym ty przeznaczyłeś inność

wczoraj

wczoraj

byłeś powietrzem ziemią

jeźdźcami apokalipsy

- wszystkimi

[czy tylko czterema?]

- bez których nie można niczego

wczoraj

twoje niebycie było głębsze niż rana

wczoraj

świat nie umiał trwać bez ciebie

dzień zaczynał się od

wypatrywania

wysłuchiwania się

wczoraj

dzisiaj bez ciebie było nie-do-pomyślenia

dzisiaj