znowu przyszedłeś do mnie

znowu przyszedłeś do mnie
wyczekiwany i niedoczekany
[tak jak nie raz nie na prawdę]

a ja -

zamiast skakać z radości
zamiast wejść na wysoką wieżę
i jak kiedyś krzyczeć inne

dzisiaj już przecież twoje imię

że wreszcie
że to już
że po tylu nieobecnościach
że jednak

– pilnowałem czasu

abyś się nie spóźnił
abyś zdążył
abyś nie został zauważony
aby cię skryć

[12 VI 2009]

białe bezszumne wodotryski krzewów

białe bezszumne wodotryski krzewów
czasem drzew rozpachnienia
liliowe fioletowe przekolorowiałe
ale jednak zawsze białe
w przyskrajnych ostatniach przechodnich
obok drogi

pachnięcia niedobliskością tużdotykliwą
najzupełniej możliwym niedotarciem
do bzów jaśminów akacyj
lipowości rozognionych pokrzyw
zasychających malin jeszcze nierozkwitłych
ale już zestarzeniem przepachniałych
jeszcze innych zapachów
z małych folwarków
tych jedynych ojczyzn
na nigdy kończących się
w daleczeniach rowów
z obu swoich krańców
w dawnościach najdawnych

bezwiędnięcia
opadywania
usuwania się
wymyknięcia
niedotarcia
w zachłystujących się rozskowytaniach

do
przy
z
od

przekwitnienia na zapomnienie
pyłki żalów już niedoistniałych
przepomnienia na rozkwitania odnowne

skurcz serca akacją
niemożliwą do odhodowania
skurcz serca maciejką
zmęczoną już odtworzaniem siebie samej
skurcz oka nosa języka dawnieniem
odeszłym buntującym się niepoprawnym
[30 V 2009]

[próba obiektywizacji]

[próba obiektywizacji]

ruszyć za floksami
za trawą
sprzed zasuszenia
nawet za nagietkami
zasuszonymi we wcześniejszym zawczasie

pójść prosto do łodzi
w płasko wielowymiarowych
poszarpanych ówdzie i tu
ścianach deszczu

w poszarpanych zamilczeniach grzmotów
w niebiańskich piekielniach

gdzie nagietki się
zanasienniły
odnagietczając pozornie
naprzekornie
i dla niepoznaki
żeby być gotowe

na nieodwołalne później

jeszcze tylko trochę

jeszcze tylko
trochę
tego
tak niewiele
tak niedoodmienienia

[4 VIII 2007]

wsiedzieć się głębiej w siebie

wsiedzieć się głębiej w siebie
wwiercić w smutku

- żółte ptaki
mówię do ciebie
w dali nie do przybliżenia
- jakie
- nie wiem
- dziadek by wiedział
mówisz z przybliskości

[2003]

jak dziwnie żywi odchodzą

jak dziwnie żywi odchodzą

już jej przecież nie ma
gdy wraca nagle
niepogodzona z własnym odejściem

kiedy opowiadam sobie czy innym
o pieszych wędrówkach do zdarcia stóp
po grobach pańskich
wkoło ukrzyżowania

już go nie ma przecież odeszłego
gdy nagle wraca
kiedy mnie opadają dźwięki albo ich naślady
albo tylko brak

[2003]

tłumy masy gromady

tłumy masy gromady
zaludniały wyobraźnię M
pochody demonstracje rewolucje
gdzie sięgał myślą były tłumy
zawiniła tu też pewno trucizna historii
którą chciano go napoić

od pewnego jednak czasu M
może nie bez przyczyny małego m
- nie jeszcze nie zmienił widzeń –
dostrzega tylko jakieś znaki zachwiań
tu gdzie dotąd wszystko było jasno ciemne
jakieś odcienie rysów szczelin pęknięć

kiedyś kiedy

kiedyś kiedy

kiedy był mały m

pokonywanie tej linii

odbywało się szybko

nie zabierało wieku trwań

był to jeden krok

nawet niezbyt duży

teraz jest to mozolne przepływanie

przemieszczanie się

całe stada dużych i mniejszych usiłowań

tak jak gdyby to linia

wciąż przecież ta sama

stała się nagle nie sobą

od pewnego czasu

od pewnego czasu M obserwuje siebie uważniej

kiedyś przebudzenie

było powitaniem jawy

pochwalenie dnia było

niemal równoczesne

teraz bawią się rano jak dzieci

szukają kątów w swych kulach

próbują zamykać oczy aby być niewidomymi

M poznaje swoje miasto

M poznaje swoje miasto

jest zupełnie inne niż tamto poprzednie

tu zależnie od słońca

za pagórami z oddalenia daleczeją następne

po ich zboczach czas zieleni się bieli

albo jeszcze inaczej mija

M lubi też odwiedzać w tym mieście

kościoły z małymi szparami Boga

zmurszałe martwe i mokre odchodzeniem