November 27, 2010
jak usłowić
to co zaczynało się
około dwudziestego drugiego
i trwało tylko kilka dni
zapachy
rozkolorowienia
kwitania z najróżniejszymi
przedrostkami
a także przyrostkami
wszystkie próbujące niedoskonale
usłowić
nieuchwytność
niemożliwość
[26 V 2010]
November 27, 2010
moja mama
prawie nie mówiła o sobie
pytała o innych
słuchała o innych
o innych opowiadała
nie umiała być ani zabawna
ani tragiczna
ani stanowcza
tak sobie przebyła
i już
[maj 2010]
November 27, 2010
z tamtego zdjęcia nie do rozpoznania
nie do odszyfrowania
spoglądaja
może on
może ona
z tamtych opowieści
opowiadanych w nieskończoność
więcej niż przy każdej okazji
ale niespamiętanych przecież
niedosłuchanych
już niedogadanych
już nie
[maj 2010]
November 27, 2010
tamte opowieści
już odeszłe
przeminięte już
nie do odtworzenia
między jednym odejściem
a ostatnim
tym już nie do odtworzenia
[maj 2010]
November 27, 2010
koniec świata zaczynał się
mniej więcej w połowie października
czasem trochę później
czasem wcześniej
dokładne daty niewiele tu wniosą
zawsze jednak zaczynal się nie w porę
jak zresztą większość końców świata
koniec świata trwał około trzydziestu dni
najczęściej trochę krócej
zawsze jednak o wiele za długo
Mama wyjeżdżała wtedy
[nie ma większego znaczenia dokąd]
i zostawiała mnie samego
właściwie zaś na pastwę
trzydziestu dni
i kilku osób
których role w tym końcu świata
były nadwyraźnie ograniczone
choć dookreślone
po końcu świata
mniej więcej w listopadzie
wszystko wracało do normy
wraz z powrotem mamy
[nie ma większego znaczenia skąd]
w tym roku wyjazd był wcześniejszy
niezaplanowany
nieprzewidziany
nieodwołalny
koniec świata nie będzie
miał już odtąd tylko trzydziestu dni
[maj 2010]
November 27, 2010
rano
o czwartej
jeszcze przed ptakami
jeszcze przed słońcem
jeszcze jest dobrze
jeszcze się nie zdąży do ciebie zaniebyć
jeszcze nie trzeba zacząć czekać
jeszcze daleko do wszystkiego
[26 IX 2009]
November 27, 2010
zapisane gdzieś
pomiędzy jednym zagórzem zieleniejącym jeszcze
a opadłością w żółtość
w drodze
z prędkością
i potem gdzieś zagubiały
nie do odtworzenia
pomiędzy jednym wybrnięciem z zakrętu
[25 VIII 2009]
November 27, 2010
przebiegałem zapachy
jeszcze tu
już tam
zapach lipy szalejącej
nie do opisania
do zachłyśnięcia się
do przypominania
zapach czeremchy
tutaj i teraz
będącej czymś innym
też zadawniającej
nie do opisania
bez
jaśmin
akacja
już przeminięte
już odeszłe
znowu tu za chwilę
jeszcze floksy
niewiadomo który już raz
przeminięte zaraz
jeszcze nagietki
pachnące od niechcenia
zbyt dumne
ale
maciejka nie wyrosła tą wiosną
[8 VII 2009]
November 27, 2010
jeszcze pozawczoraj
mrużyłem oczy w słońca
zmrużam oczy w słońca
dziś
i rozpomarańczowienia
wciąż bolą tak samo przybieganiem
ale wtedy nie byłem pewny
rozpomarańczowień
bałem się trochę
tych przebiegań
jeszcze pozadziś
kiedy otwierałem pełne słońca oczy
wiedziałem, że to nie tak
tylko ziemia po deszczach
pachnąca tak samo
rozpychająca oddech
zachłyśnięciami
[29 VI 2009]
November 27, 2010
moje wschodnie okno na świat
które tak naprawdę
przez chwilę tylko oglądało zachód
przez wiele lat
wyglądało na szarą ścianę
z innym oknem na świat
odglądającym mojemu oknu
ściana była szara
tak jak całe podwórko
i najpewniej dawała jakieś poczucie
ale już teraz nie wiem jakie
nie pamiętam
może nie chcę
nie mogę
nie umiem
okno też dawało na pewno jakieś poczucie
ale też już nie wiem jakie
[28 VI 2009]