jak usłowić

jak usłowić
to co zaczynało się
około dwudziestego drugiego
i trwało tylko kilka dni
zapachy
rozkolorowienia
kwitania z najróżniejszymi
przedrostkami
a także przyrostkami
wszystkie próbujące niedoskonale
usłowić
nieuchwytność
niemożliwość

[26 V 2010]

moja mama

moja mama
prawie nie mówiła o sobie
pytała o innych
słuchała o innych
o innych opowiadała
nie umiała być ani zabawna
ani tragiczna
ani stanowcza

tak sobie przebyła
i już

[maj 2010]

z tamtego zdjęcia nie do rozpoznania

z tamtego zdjęcia nie do rozpoznania
nie do odszyfrowania
spoglądaja
może on
może ona
z tamtych opowieści
opowiadanych w nieskończoność
więcej niż przy każdej okazji
ale niespamiętanych przecież
niedosłuchanych
już niedogadanych
już nie

[maj 2010]

tamte opowieści

tamte opowieści
już odeszłe
przeminięte już
nie do odtworzenia
między jednym odejściem
a ostatnim
tym już nie do odtworzenia

[maj 2010]

koniec świata zaczynał się

koniec świata zaczynał się
mniej więcej w połowie października
czasem trochę później
czasem wcześniej
dokładne daty niewiele tu wniosą
zawsze jednak zaczynal się nie w porę
jak zresztą większość końców świata

koniec świata trwał około trzydziestu dni
najczęściej trochę krócej
zawsze jednak o wiele za długo

Mama wyjeżdżała wtedy
[nie ma większego znaczenia dokąd]
i zostawiała mnie samego
właściwie zaś na pastwę
trzydziestu dni
i kilku osób
których role w tym końcu świata
były nadwyraźnie ograniczone
choć dookreślone

po końcu świata
mniej więcej w listopadzie
wszystko wracało do normy
wraz z powrotem mamy
[nie ma większego znaczenia skąd]

w tym roku wyjazd był wcześniejszy
niezaplanowany
nieprzewidziany
nieodwołalny

koniec świata nie będzie
miał już odtąd tylko trzydziestu dni

[maj 2010]

rano o czwartej

rano
o czwartej
jeszcze przed ptakami
jeszcze przed słońcem
jeszcze jest dobrze
jeszcze się nie zdąży do ciebie zaniebyć
jeszcze nie trzeba zacząć czekać
jeszcze daleko do wszystkiego

[26 IX 2009]

zapisane gdzieś

zapisane gdzieś
pomiędzy jednym zagórzem zieleniejącym jeszcze
a opadłością w żółtość
w drodze
z prędkością
i potem gdzieś zagubiały
nie do odtworzenia

pomiędzy jednym wybrnięciem z zakrętu

[25 VIII 2009]

przebiegałem zapachy

przebiegałem zapachy
jeszcze tu
już tam

zapach lipy szalejącej
nie do opisania
do zachłyśnięcia się
do przypominania

zapach czeremchy
tutaj i teraz
będącej czymś innym
też zadawniającej
nie do opisania

bez
jaśmin
akacja
już przeminięte
już odeszłe

znowu tu za chwilę

jeszcze floksy
niewiadomo który już raz
przeminięte zaraz

jeszcze nagietki
pachnące od niechcenia
zbyt dumne

ale
maciejka nie wyrosła tą wiosną

[8 VII 2009]

jeszcze pozawczoraj

jeszcze pozawczoraj
mrużyłem oczy w słońca

zmrużam oczy w słońca
dziś

i rozpomarańczowienia
wciąż bolą tak samo przybieganiem

ale wtedy nie byłem pewny
rozpomarańczowień
bałem się trochę
tych przebiegań

jeszcze pozadziś
kiedy otwierałem pełne słońca oczy
wiedziałem, że to nie tak

tylko ziemia po deszczach
pachnąca tak samo
rozpychająca oddech
zachłyśnięciami

[29 VI 2009]

moje wschodnie okno na świat

moje wschodnie okno na świat

które tak naprawdę
przez chwilę tylko oglądało zachód

przez wiele lat
wyglądało na szarą ścianę
z innym oknem na świat
odglądającym mojemu oknu

ściana była szara
tak jak całe podwórko
i najpewniej dawała jakieś poczucie
ale już teraz nie wiem jakie

nie pamiętam
może nie chcę
nie mogę
nie umiem

okno też dawało na pewno jakieś poczucie
ale też już nie wiem jakie

[28 VI 2009]