kiedyś kiedy

kiedyś kiedy

kiedy był mały m

pokonywanie tej linii

odbywało się szybko

nie zabierało wieku trwań

był to jeden krok

nawet niezbyt duży

teraz jest to mozolne przepływanie

przemieszczanie się

całe stada dużych i mniejszych usiłowań

tak jak gdyby to linia

wciąż przecież ta sama

stała się nagle nie sobą

od pewnego czasu

od pewnego czasu M obserwuje siebie uważniej

kiedyś przebudzenie

było powitaniem jawy

pochwalenie dnia było

niemal równoczesne

teraz bawią się rano jak dzieci

szukają kątów w swych kulach

próbują zamykać oczy aby być niewidomymi

M poznaje swoje miasto

M poznaje swoje miasto

jest zupełnie inne niż tamto poprzednie

tu zależnie od słońca

za pagórami z oddalenia daleczeją następne

po ich zboczach czas zieleni się bieli

albo jeszcze inaczej mija

M lubi też odwiedzać w tym mieście

kościoły z małymi szparami Boga

zmurszałe martwe i mokre odchodzeniem

wyobraźnia M

tłumy masy gromady

zaludniały wyobraźnię M

pochody demonstracje rewolucje

gdzie sięgał myślą były tłumy

zawiniła tu też pewno trucizna historii

którą chciano go napoić

od pewnego jednak czasu M

może nie bez przyczyny małego m

- nie jeszcze nie zmienił widzeń -

dostrzega tylko jakieś znaki zachwiań

tu gdzie dotąd wszystko było jasno ciemne

jakieś odcienie rysów szczelin pęknięć

wiele już razy wcześniej

wiele już razy wcześniej

M oglądał na fotografiach z wycieczek w swoje ciało

własne zęby płuca nawet serce

dopiero jednak obraz kręgosłupa

przywołał M do porządku

po raz pierwszy pomyślał o sobie w kategoriach kości

zastanowiła go myśl

gdzie w rozdziale ciała i duszy

jest miejsce na paragraf kości

być sobą

być sobą

być sobą

to chyba jednak sprawa odwagi wyboru

tylko wyboru

być sobą

to może nie odegrać swojej partytury

partytury możliwości

razem z M zamieszkało przeczucie

razem z M zamieszkało przeczucie

że już nie

że już nie będzie

że już się nie nauczy

że już nie zrobi

że już nie pojedzie

że już nie zdąży

że już

godziny kreskami się zmieniające

godziny kreskami się zmieniające

z boku na bok

a potem jeszcze na plecy

i tak po wiele razy

wietrzne koncerty wieczne

na wiatr

z wiatrem

dla wiatru

na urojonych wrzosowiskach

których pewno nie ma nie było nie będzie

zapominanie do zapomnienia

z boku na bok

a potem jeszcze na plecy

i to jest M

i to jest M

ten dziękujący starych izraelitów modlitwą pod prysznicem

ten biegnący wzdłuż jeziora w kraju nieswojego języka

ten czyniący rzeczy których się wstydzi i których nie jest pewny

ten odkładający wszystko co ważne na potem

którego najzwyklej może przecież nie być

ten myślący i mówiący rzeczy nieważne i małe

ten kątem oka spływający wciąż jeszcze

ale jak długo zanim

ten za skurczami sumienia człapiącego gdzieś

zwykle obok

ten nie mogący niczego ofiarować ani też wziąć

i to jest M

wczoraj dla odmiany było czekanie

wczoraj dla odmiany było czekanie

tylko wielogodzinne

na kilka niedokradzionych

niebyć niedotknięć niepowiedzeń

niedomuśniętych niedosmakowań

powstrzymań niepowstrzymanie wstrzymywanych

trochę nieważnych zagadań zgadywanych

aby nie powiedzieć nie wygadać nie pokazać

nie

a potem odpływanie

najdosłowniej i głębiej i jeszcze inaczej

ale zawsze tak aby nie odpłynąć naprawdę i raz na nigdy

i tak jak lata temu na innym stawie oblodzonym

to samo niedojście niedotknięcie

uniknięcie w siebie i sobie